środa, 2 stycznia 2013

Zamiast klifu, mamy syf fiskalny

USA nie spadną z klifu w przepaść recesji. Jak zwykle, w ostatniej chwili, dogadali się. Klif fiskalny już nie jest straszy. Ale co będzie w zamian? Rząd będzie mógł nadal się zadłużać, aby móc upowszechniać socjal. Kredyty będą tanie, aby zachęcić ludność do zadłużania i konsumpcji. Podatki wzrosną tylko dla najbogatszych. Z czym się to kojarzy? Był kiedyś taki kraj, co to się chciał na siłę opiekować tymi mniej zaradnymi, żył na kredyt i tępił najbogatszych.

Ideą liberalizmu gospodarczego jest jak najmniejszy udział państwa w gospodarce. Ma ono zapewnić przejrzyste prawo i pilnować jego przestrzegania. Do tego dbać kwestie bezpieczeństwa i spraw publicznych. Niestety USA schodzi coraz bardziej z tej drogi, która wcześniej wyprowadziła je na gospodarczy szczyt.

Nie znam szczegółów pakietu zwanego klifem fiskalnym. Możliwe, że jego efekt byłby gorszy niż dalsze zadłużanie. Wiem jedynie, że bez powrotu do korzeni liberalizmu gospodarczego nie ma szans na zrównoważony i dynamiczny rozwój. A zadłużanie się, ratowanie banków komercyjnych za publiczne pieniądze, dodruk dolarów i praktycznie zerowe stopy procentowe przeczą ideom liberalizmu. Nie ma klifu, ale mamy za to fiskalny syf.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza