czwartek, 27 września 2012

Życie na kredyt

W ostatnich latach wielką karierę w mediach i codziennym życiu zrobiły dość egzotyczne sformułowania związane z finansami. Dwa najbardziej przeze mnie ulubione to spirala zadłużenia i zdolność kredytowa. W życiu codziennym, dość często niestety, ludzie poznają ich znaczenie w odwrotnej kolejności.

Wysokość zadłużenia i koszty z nim związane mają olbrzymie znaczenie dla funkcjonowania całej gospodarki. Zadłużają się ludzie, firmy oraz całe państwa. Wśród inwestorów też nie mówi się ostatnio o niczym innym niż długi. Mam na ten temat kilka przemyśleń, jako inwestor giełdowy i osoba która wie jak to jest zaciągać kredyt, jak się go spłaca i jak to jest gdy się go pozbędzie.

Zacznę od zdolności kredytowej. Czym ona jest i dlaczego jest uważana za wyznacznik statusu społecznego? 'Mam wysoką zdolność kredytową' w ustach wielu osób brzmi jak najwyższy powód do dumy, a 'nie mam zdolności kredytowej' jest wymawiane z poczuciem wstydu. Naszą zdolność kredytową badają banki. Im jest ona wyższa, tym większy kredyt możemy otrzymać. Zanim przejdę do konkluzji, pozwolę sobie na cytat:

Warszawa, 12.06.2012 (ISB) - Zysk netto sektora bankowego wraz z oddziałami zagranicznymi wyniósł 5.567,67 mln zł w okresie styczeń-kwiecień i był wyższy o 13% w skali roku, wynika z danych Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). [EDIT: po I półroczu 2012 zysk netto sektora bankowego w Polsce wynosi już ponad 8 miliardów złotych]
źródło: Stooq.pl

To nie pomyłka. Działające w Polsce banki miały w 4 pierwszych miesiącach 2012 roku... 5,6 miliarda złotych zysku netto. Nic nie produkując, nic nie naprawiając, nie dodając realnej wartości do żadnej sfery codziennego życia. 5,6 miliarda zarobiły z tytułu opłat, prowizji, oraz przede wszystkim odsetek od kredytów których udzieliły firmom i ludziom. Nie macie wrażenia, że coś tu jest nie halo?

Konkludując kwestię zdolności kredytowej: Posiadanie jej, jest (moim zdaniem) równoznaczne posiadaniu wystarczająco ładnej dupy, aby bank chciał ją zerżnąć. Chwała wszystkim, którzy posiadając zdolność kredytową żyją za swoje i nie pozwalają bankom na sobie zarabiać. Problem w tym, że powszechność długu doprowadziła do sytuacji, w której w niektórych okolicznościach bez kredytu nie da się żyć.

Wzmożona akcja kredytowa na rynku hipotek doprowadziła do powstania na świecie bańki cenowej na rynku nieruchomości. Ludzie brali kredyty na kupno mieszkania czy domu windując ich ceny. W konsekwencji, przy powoli rosnących dochodach, wielu młodych ludzi stanęło przed wyborem - mieszkać u mamy, czy zadłużyć się i kupić coś własnego. W równie trudnej życiowej sytuacji są osoby, dla których zadłużenie się jest jedynym sposobem na zdobycie środków na kosztowną terapię spowodowaną nagłą chorobą.

Nie zawsze jednak ludzie zadłużają się z przymusu. Kredyt wykorzystywany jest też jako źródło finansowania przedsięwzięć inwestycyjnych. Głównie przez firmy, ale także przez osoby indywidualne, które czerpią zyski z kupionych na kredyt nieruchomości czy też akcji. Są jednak tacy którzy zadłużają się z własnej niewiedzy, głupoty i próżności. To właśnie oni wpadają w spiralę zadłużenia, w której stare długi spłacane są dzięki nowym długom. Na takich firmach i ludziach banki i instytucje bankowe zarabiają najwięcej.

A wszystko przez to, że nasze potrzeby są z definicji większe od możliwości. Parobek chce być mieszczaninem, mieszczanin szlachcicem, szlachcic hrabią a hrabia królem. Kredyt to szybka i łatwa metoda, aby poczuć się bogatszym niż się jest w rzeczywistości. Trudno jest świadomie obniżyć sobie poziom życia, zwłaszcza gdy wszyscy dookoła chcą nam pożyczyć pieniądza, a pięknych i błyszczących towarów w sklepach jest mnóstwo.

Czym właściwie jest kredyt? Na co on pozwala z punktu widzenia całej gospodarki? Odpowiedź jest prosta. Przenosi popyt z przyszłości w teraźniejszość. Coś, co bez kredytu kupilibyśmy za rok, dwa lub pięć, możemy kupić dzisiaj. Widzicie tego konsekwencje? Są dość smutne - gdyby ludzie i firmy przestały się zadłużać, gospodarka by padła. Popyt z przyszłości jest już skonsumowany, za obecne długi. W przyszłym roku ludzkość będzie konsumować popyt z jeszcze dalszej przyszłości, też na kredyt. Gdyby zaprzestać udzielania kredytów i pożyczek, praktycznie zniknąłby popyt (lub zostałby ograniczony w sposób, który zadziałałby destrukcyjnie na całą gospodarkę).

Oczywiście można zmienić ten stan rzeczy, ale to nie potrwa rok, dwa, ale całe dekady. Delewarowanie to długotrwały proces, w praktyce niemożliwy do przeprowadzenia na globalną skalę. Chociaż są tacy, którzy chcą spróbować. Jedną z nich jest kanclerz Niemiec Angela Merkel:

"Kryzys możemy pokonać, gdy zaczniemy od jego korzeni: nadmiernego zadłużenia oraz słabości konkurencyjnej niektórych państw członkowskich, jak również niewystarczającej wiarygodności i gotowości Europy do przestrzegania własnych reguł (...) Trzeba nadrobić to, czego w przeszłości zaniechano i przerwać błędne koło coraz większych długów oraz niedotrzymywanych reguł"
źródło: Stooq.pl

Słyszałem ostatnio opinię jednego z wysoko postawionych bankierów, odnośnie działalności bankowej (banku i miasta nie podam). Przyznał, że zyski jakie czerpią banki są niewspółmierne do ilości pracy i ryzyka jakie ponoszą. Aby się w tym świecie odnaleźć i naprawdę sporo zarobić trzeba jednego - braku skrupułów. Wciskanie emerytom gównianych produktów z ukrytymi opłatami, jednostek funduszy przynoszących w kółko straty (pozdrawiam zarządzających TFI) i pobierających za zarządzanie sowite prowizje to tylko wierzchołek góry lodowej. Pamiętacie słynne opcje walutowe? Zgadnijcie kto je sprzedawał firmom jako niemal pozbawione ryzyka.

Mam nadzieję, że jeszcze za mojego życia przestaniemy być zależni od lichwiarzy. Stają się oni coraz bardziej bezczelni w tym co robią, trzymając za jaja nawet całe rządy. Za przykład jak banki i inne instytucje udzielające pożyczek widzą nas, swoich klientów, niech posłuży plakat jaki znalazłem na słupie ogłoszeniowym i który postanowiłem sfotografować. Niech przemówi obraz. Komentarz jest chyba zbędny.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza